be_ixf;ym_202109 d_17; ct_100
ZAMKNIJ
Rafal Pasierbek (Stunter 13) 2016 Pre-season Shooting
NEWSY

Stunter13: Fajnie byłoby pojeździć na Marsie

Apr 252018

Krótko przed rozpoczęciem nowego sezonu motocyklowego spotkaliśmy się w Warszawie z jednym z najlepszych stunterów motocyklowych na świecie – Rafałem Pasierbkiem aka Stunter13. Rozmawiając nad kolejnymi porcjami jego ulubionego sushi, spytaliśmy Rafała o życie w podróży, sprzęt, na którym obecnie jeździ, a także o jego zainteresowania, wybiegające daleko poza naszą planetę…

WYWIAD ZE STUNTEREM13

Co ciekawego robiłeś w ostatnim czasie?

Ostatnie tygodnie to intensywne pokazy. Byłem na dwóch dużych eventach. Pierwszy z nich to Moto Days w Rzymie – jedne z największych targów motocyklowych na świecie. Robiłem tam pokazy przez cały weekend. Przewinęło się ponad 80 tysięcy osób, a ja się bardzo dobrze bawiłem. Pogoda też dopisała, bo u nas była jeszcze wtedy zima. Po powrocie z Rzymu ruszyliśmy na południe Francji na targi motocyklowe w Narbonie. W kwietniu wraz z poprawą pogody powróciłem natomiast do normalnego życia, czyli codziennych treningów w Polsce.

Dużo podróżujesz nie tylko po Europie, ale także po świecie, praktycznie przez cały rok. Do niektórych miejsc niejednokrotnie wracasz, bo jesteś tam zapraszany na kolejne pokazy. Które kraje wskazałbyś jako swoje ulubione?

Bardzo sympatycznie było zawsze w Kolumbii, gdzie byłem już trzy razy. Ostatni raz poleciałem tam aż na półtora miesiąca i miałem w sumie siedem pokazów w różnych miastach. Było to fajne doświadczenie. Zasmakowałem w pełni kolumbijskiego stylu życia, poznałem wielu nowych znajomych i kulturę różnych regionów Kolumbii, które się od siebie różnią.

A więc Kolumbia to twój numer jeden. Gdzie jeszcze z chęcią byś wrócił?

Dużo wcześniej, bo w 2012 roku odbyłem całkowicie inną podróż, bo stricte na zawody – startowałem w trzech rundach XDL w USA. Pojechałem tam z moim wujkiem mechanikiem. Był też z nami Japończyk, którego tam poznałem - Hiroyuki Ogawa. Stacjonowaliśmy natomiast razem u Aarona Twite’a, którego poznałem wcześniej na mistrzostwach świata w Szwajcarii. Dołączył do nas jeszcze jeden Amerykanin i w sumie była nas piątka. Kupiliśmy dużego amerykańskiego vana Forda E350 za 4 tysiące dolarów, wypożyczyliśmy przyczepę i objechaliśmy tą ekipą całe Stany Zjednoczone. Rundy, w których braliśmy udział, były oddalone od siebie w kalendarzu o dwa tygodnie, a więc mieliśmy dużo czasu na zwiedzanie.

Ile w sumie czasu tam spędziłeś?

Półtora miesiąca, a łącznie zrobiliśmy ponad 15 tysięcy km w najróżniejszych kierunkach. Oczywiście nie brakowało przygód, jak to w Stanach. Raz zatrzymaliśmy się nad ranem przy Wielkim Kanionie Kolorado. Popatrzyliśmy, wyciągnęliśmy motocykle i zrobiliśmy sobie sesyjkę na krawędzi kanionu. Robiliśmy cyrkle, jeździliśmy na kole jeden – dwa metry od krawędzi kanionu, bez żadnych barierek… Było więc to dla mnie dużo adrenaliny i spore wyzwanie. Kolega z Japonii stwierdził, że woli porobić zdjęcia, więc jest co wspominać… Podczas tej podróży poznałem też bardzo wielu życzliwych stunterów, którzy jak tylko przejeżdżaliśmy przez kolejne stany, zapraszali nas na swoje miejscówki i do siebie, żebyśmy mogli przenocować i potrenować razem. Była to więc zdecydowania jedna z topowych przygód w moim życiu.

Ok, wróćmy do teraźniejszości i pogadajmy trochę o twoim obecnym sprzęcie. Masz w swoim garażu trzy motocykle?

Tak, jestem oficjalnie sponsorowany przez Yamahę, a więc jeżdżę na Yamaszkach. Moim głównym motocyklem stuntowym jest Yamaha R6 o pojemności 600 cm. Jest to sportowy motocykl, przeznaczony do ostrzejszej jazdy, ale oczywiście moja R6 nie przypomina do końca typowego sportowego motocykla. Wszystkie owiewki oraz lampy zostały z niego powyciągane, a bak został wgnieciony, żebym mógł na nim siadać i skakać. Do tego doszła klatka osłaniająca silnik i zabezpieczająca go przed upadkami, a także handbrake, czyli dodatkowy tylny hamulec, którego używam ręką, jeżeli akurat gdzieś skaczę nogami po siedzeniu czy baku.

Jaką moc ma ten motocykl?

Ten motocykl ma oryginalnie 130 KM, ale my go trochę przerobiliśmy i zmieniliśmy w nim zębatkę. Na hamowni nie zmierzysz do końca, ile dokładnie tej mocy ma więcej. Zamiast zębatki 40-zębowej mam założoną zębatkę o 70 zębach. Nazywamy to zakładaniem pizzy na tył :), bo jest ona praktycznie tak duża jak koło. Wpływa to na moment obrotowy i siłę „z dołu”. Zamiast pierwotnej prędkości maksymalnej rzędu 280 km/h, ten motocykl wyciągnie więc teraz może 190 km/h, ale jego moc jest potężna, a silnik się przesadnie nie męczy.

Masz jeszcze oprócz tego dwa motocykle…

Mam też Yamahę MT 07 – fajny, dwucylindrowy naked bike. Jest on bardzo zwrotny, chociaż nie dysponuje bardzo dużą mocą – ma około 80 KM. Ma jednak dużo większy moment, fajnie bierze „z dołu”, lubię na nim robić techniczne no-handy. Ciężko zdusić ten motocykl. Do driftu jednak wolę R6-tkę, ze względu na jej moc. Jeżdżąc tymi motocyklami nie dubluję więc tricków, nie robię tego samego – mam inny styl jazdy na nich… Ostatnio mój wujek Janek – konstruktor – przerobił Yamahę MT 09, która ma trzy cylindry w rzędzie, dodając do niej turbodoładowanie. Jest to motocykl do typowego driftu, z przedłużonym wahaczem, żeby zwiększyć jego stabilność przy chodzeniu bokami. Ze 110 KM wyciągnęliśmy 210 KM, a więc prawie podwoiliśmy jego moc. Jest to diabeł, nie motocykl!

Let’s talk business. Podobno planujesz wypuścić swoją serię ciuchów..?

Tak, mam w planach otworzenie internetowego sklepu połączonego z moją stroną. Jest to wszystko obecnie w trakcie budowy. Będzie w nim dostępna moja kolekcja ciuchów, a także replika mojego kasku produkcji Lazera i kilka moich gadżetów. Generalnie ciuchy motocyklowe, ale nie tylko – w przyszłości chciałbym też sprzedawać akcesoria do stuntu motocyklowego, takie jak klatki czy klamki.

Odchodząc od tematu motocykli, podobno twoją wielką pasją jest kosmos…?

Tak, wynika to z mojej ciekawości. Myślę, że żyjemy w przełomowych czasach, jeśli chodzi o naukę i naszą wiedzę. Pojawiają się coraz to nowe teorie na temat wszechświata. Bardzo mnie to fascynuje i kiedy tylko mam czas, staram się pogłębiać moją wiedzę w tych obszarach. Nie wiem w sumie, z czego to się bierze… Od małego byłem fanem filmów science-fiction, jak byłem dzieckiem to chodziłem i czekałem, aż przyleci ufo :) Interesuje mnie to wszystko… i myślę, że w jakiś sposób łączy się ze stuntem. Człowiek, który poszerza swoją wiedzę jest bardziej kreatywny w swojej profesji. Dobrze mieć też inne zainteresowania, niż to co się robi na co dzień.

Niedawno w kosmos poleciała Tesla, a więc czas na Yamahę Stuntera w przestrzeni kosmicznej?

Dokładnie. Fajnie byłoby też pojeździć na Marsie, gdzie grawitacja jest dużo mniejsza niż na Ziemi. Takie tricki jak na przykład kangaroo stoppie, czyli wyskok z przedniego koła, byłyby dużo wyższe, niż na naszej planecie.

Powracając do ziemskiego życia, planujesz jeszcze jakieś starty w zawodach, czy generalnie już z tego zrezygnowałeś?

Myślę, że to co miałem wygrać, już wygrałem. Jestem usatysfakcjonowany z tego, co udało mi się osiągnąć… Ale nie zrozum mnie źle – nie jestem osobą pyszną, czasem brakuje mi tej rywalizacji i adrenaliny z nią związanej. Jak startowałem w zawodach z każdym rokiem było coraz trudniej, co było fajną motywacją. Nigdy nie traktowałem zawodów jak konkurowania z innymi, ale z samym sobą wraz z rosnącą presją. Trochę mi więc tego czasami brakuje, ale w głowie mam bardzo wiele innych pomysłów - na produkcje filmowe, kolejne pokazy, czy też sklep internetowy z kolekcją ciuchów, o której rozmawialiśmy. Myślę, że zajęć mi nie zabraknie – dalej zamierzam ciężko trenować, żeby na pokazach nie prezentować ciągle tego samego, lecz dalej się rozwijać i cieszyć innych swoją jazdą.

W TYM ARTYKULE JEST MOWA O:

UDOSTĘPNIJ TEN ARTYKUŁ:

REKOMENDOWANE

DLA CIEBIE